Czy w ogóle zaczynać?

 Odgrzewałam tego kotleta już kilka razy. Nie udało mi się go zjeść. Dziś, wierzę w magię daty, 8 grudnia. Dlaczego tej daty, o tym przy innej okazji. Teraz zajmę się tym, co było w kotlecie niestrawne. 

Z biegiem lat docierało do mnie, że radykalizuję się. Moje poglądy nie nadają się na herbatkę u teściowej, ani na głośne wypowiedzenie w niezbadanym towarzystwie w obecnej Polsce. Nigdy nie wiadomo, kim jest słuchający i czy ci po prostu nie wybije zębów za odmienny światopogląd. Albo, czy znajomość nie zakończy się po tym, jak wyraziłam swoją opinię, odmienną i - co gorsza - zdecydowaną. Wiem, to przykre, ale właśnie z tych powodów przestałam pisać swojego bloga, osierocając 11 letni pamiętnik internetowy i porzucając na zawsze po kilku próbach powrotu. 

Moje poglądy są radykalne. Ostre. Krzywdzące. 

Bardzo bym chciała siedzieć w pozie kwiatu lotosu, słuchać relaxing yoga music z yt, uśmiechać się dookoła i rozdawać dobrą energię każdemu, zawsze i wszędzie. 

Ale niestety nie da się. Przejrzałam na oczy? Dojrzałam? Zgorzkniałam? Tak, po trzykroć tak. I to, co tutaj napiszę zabrzmi jak ostrzeżenie być może, ale doprawdy, jeśli nie jesteś gotów/gotowa na mocne wrażenia, to nie czytaj tego bloga. Tego nie da się potem "odzobaczyć". Może wolisz zostać przy swojej wizji świata i nie znać mojej? Jeśli tak jest, to spadaj stąd, bo pozostanie tutaj może boleć i piec. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Moje covidy dwa