Posty

Moje covidy dwa

 2020 podarował mi dwa razy covid. Popijając szampana w sylwestrową noc życzyłam sobie sukcesu wydawniczego pierwszej książki. Skrycie marzyłam, że będzie sprzedaż, będzie dodruk, będą spotkania autorskie. Nie sądziłam, że rok najbliższy zdominuje choroba. Jak wyglądała w skali świata - wie każdy. Jak przechodziłam ją ja - nikt.  Mam wrażanie, że byłam jedną z pierwszych osób w Polsce, które dopadł wirus. Rozchorowaliśmy się rodzinnie, zaraz po powrocie z nart we Włoszech. Najpierw dzieci uskarżały się na okropny ból głowy, słabość, gorączkę, duszność i ciężar w klatce piersiowej. Najstarsza córka straciła węch i smak. Było to jeszcze zanim naukowcy poinformowali świat, że utrata zmysłów jest jednym z najbardziej charakterystycznych objawów covida. Po dzieciach przyszła kolej na mnie, a potem męża. Wirus zwalił mnie z nóg. Dojście do toalety było wyczynem. Gorączkowałam mocno przez 3 doby. Leki pomagały na 4 godziny, potem znów powrót dreszczy i bólu całego ciała. I bezsenność...

Czy w ogóle zaczynać?

 Odgrzewałam tego kotleta już kilka razy. Nie udało mi się go zjeść. Dziś, wierzę w magię daty, 8 grudnia. Dlaczego tej daty, o tym przy innej okazji. Teraz zajmę się tym, co było w kotlecie niestrawne.  Z biegiem lat docierało do mnie, że radykalizuję się. Moje poglądy nie nadają się na herbatkę u teściowej, ani na głośne wypowiedzenie w niezbadanym towarzystwie w obecnej Polsce. Nigdy nie wiadomo, kim jest słuchający i czy ci po prostu nie wybije zębów za odmienny światopogląd. Albo, czy znajomość nie zakończy się po tym, jak wyraziłam swoją opinię, odmienną i - co gorsza - zdecydowaną. Wiem, to przykre, ale właśnie z tych powodów przestałam pisać swojego bloga, osierocając 11 letni pamiętnik internetowy i porzucając na zawsze po kilku próbach powrotu.  Moje poglądy są radykalne. Ostre. Krzywdzące.  Bardzo bym chciała siedzieć w pozie kwiatu lotosu, słuchać relaxing yoga music z yt, uśmiechać się dookoła i rozdawać dobrą energię każdemu, zawsze i wszędzie.  Al...