Moje covidy dwa
2020 podarował mi dwa razy covid. Popijając szampana w sylwestrową noc życzyłam sobie sukcesu wydawniczego pierwszej książki. Skrycie marzyłam, że będzie sprzedaż, będzie dodruk, będą spotkania autorskie. Nie sądziłam, że rok najbliższy zdominuje choroba. Jak wyglądała w skali świata - wie każdy. Jak przechodziłam ją ja - nikt. Mam wrażanie, że byłam jedną z pierwszych osób w Polsce, które dopadł wirus. Rozchorowaliśmy się rodzinnie, zaraz po powrocie z nart we Włoszech. Najpierw dzieci uskarżały się na okropny ból głowy, słabość, gorączkę, duszność i ciężar w klatce piersiowej. Najstarsza córka straciła węch i smak. Było to jeszcze zanim naukowcy poinformowali świat, że utrata zmysłów jest jednym z najbardziej charakterystycznych objawów covida. Po dzieciach przyszła kolej na mnie, a potem męża. Wirus zwalił mnie z nóg. Dojście do toalety było wyczynem. Gorączkowałam mocno przez 3 doby. Leki pomagały na 4 godziny, potem znów powrót dreszczy i bólu całego ciała. I bezsenność...